Potrzebuję wyzwania

Rozmowa z Tomaszem Makowskim, mistrzem świata w walkach muay thai z Karsluhe.

– Nie wyglądasz na herosa. Ale naciąć się na ciebie w dyskotece, to chyba żadna przyjemność?
– Wiele osób mnie zna (śmiech). Nie ryzykuje. Ale było kilku takich, którzy w przeszłości mieli mocno zdziwione miny. Podkreślam jednak, że samemu nigdy nikogo pierwszy nie zaczepiam. Generalnie jestem bardzo spokojnym człowiekiem.

– Naprawdę?
– Jasne. Dwa treningi dziennie, po dwie godziny. Jestem po nich „wyjechany” na maksa. Poza tym mistrzowie niechętnie wykorzystują swoje umiejętności poza ringiem. Będąc w Tajlandii nawet, zauważyłem, że tam zawodnicy są do siebie i innych nastawieni bardzo pozytywnie.

– Dziewczyny chyba lecą na takiego fightera?
– Hm (śmiech), od dziewięciu lat mam dziewczynę, Asię. Nie oglądam się za innymi.

– Chodzi na twoje walki?
– Tak, jeśli tylko jest taka możliwość. Chyba nawet podoba jej się to. Chociaż wiem, że na pewno martwi się o mnie.

– Nie dziwię się muay thai to przecież brutalny sport.
– To prawda. Powiem więcej można bić łokciami, kolanami, klinczować.

– Dlaczego wybrałeś akurat ten rodzaj walki?
– Podoba mi się. Potrzebuję mocnego wyzwania. Lubię pełen kontakt.

– Brutalność to także większa widowiskowość. Czy to czuje się na trybunach?
– Oj, tak! Nawet na tych ostatnich mistrzostwach świata. Nawet gdy na ring wychodzili kickbokserzy w pełnym kontakcie, to trybuny nie były zapełnione. Gdy przychodziły godziny walk w muay thai, widownia natychmiast się zapełniała. Myślę, że tę dyscyplinę czeka ciekawa przyszłość.

– Często w relacjach z walk ogląda się makabrycznie wyglądające kontuzje. Nie boisz się?
– Na początku było trochę stresu. Ale nie można o tym myśleć. Trzeba wyjść na ring i zrobić swoje. Miałem już pęknięte kości piszczelowe. Uszkodzone kolana. Ale jak widać wszystko się zagoiło. Poza tym warto pamiętać, że na treningach nie uderza się z pełna siłą. Wykorzystuje się technikę, szybkość.

– Tytuł mistrza świata, to twój największy dotąd sukces. O czym marzysz teraz?
– Tytuł z Niemiec faktycznie jest moim największym osiągnięciem. W niektórych zawodach w walkach eliminacyjnych niedozwolone są uderzenia łokciami. Tymczasem w Karsluhe od samego początku walczyliśmy bez żadnych ochraniaczy, a bicie łokciami było dopuszczalne. Przyznam też, że moje walki spodobały się trenerom. Liczę, że teraz będę zapraszany na międzynarodowe gale. No i mam nadzieję, że powalczę o zawodowe mistrzostwo świata. To są moje marzenia.

– Masz świetną rzeźbę mięśni. Dużo ćwiczysz na siłowni?
– Wcale. Budowa ciała wynika z treningu. Siłę natomiast robi się przede wszystkim poprzez pracę w klinczu.

– Dziękuję.

TYLKO DLA TWARDZIELI

Muay thai to narodowy, tajski sport, o tysiącletniej tradycji. Wywodzi się z umiejętności walk wykorzystywanych na polu bitwy. Zawodnicy mogą uderzać kolanami, łokciami a także klinczować. Zazwyczaj niewykorzystywane są ochraniacze.

Źródło: Gazeta Lubuska

Dodaj komentarz